Podniosłam się. Spojrzałam na oczy.
-Diaval!-Wrzasnęłam i zaczęłam łkać. -Oddałeś za mnie życie , Sirui...-Powiedziałam przez łzy. Nadeszły do nas alfy i wataha. Wszyscy patrzyli się na martwe ciało Diaval'a i na mnie , ale ja nie zwracałam na nich uwagi. Podbiegła do mnie Mira , córka alf i trącnęła mnie nosem. Ja ją przytuliłam.
-Dzięki Miriam...Pocieszyłaś mnie choć trochę...-Powiedziałam smutno. Puściłam Mirę.
-Przykro nam...-Mruknął cicho Harry.
-WAM JEST PRZYKRO?!TYLKO PRZYKRO?!-Krzyknęłam i uciekłam , biegnąc na oślep.Pobiegłam w miejsce naszych spotkać , czyli nad samotne drzewo. I tam zaczął mnie bolić brzuch.
-Nie teraz , błagam...-Szepnęłam. Za późno. Coraz większy ból. Po chwili zemdlałam. Obudziłam się w NASZEJ jaskini. Pilnowała mnie Alaska. Nadal bolał mnie brzuch i zawyłam z bólu. Alaska odebrała poród za mnie. Byłam zmęczona. Obok mnie leżały dwa szczeniaki: Mała wadera i mały basior.
-Współczuję ci Siro. -Szepnęła. Odwróciłam głowę , szczeniaki leżały obok. Mały był taki podobny do Diaval'a....
<Alaska?>
Alasko , mam nadzieję , że jakoś rozweselisz Sirkę XD
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz